2011-06-18 18:36:16>>

.



Pomalowałam sobie przed chwilą paznokcie i nie bardzo mam jak się szarpać z kablem od aparatu, a chciałabym zobaczyć, czy udało mi się uchwycić w miarę wyraźnie niedawne zaćmienie Księżyca. No nic, może za chwilę.
Siedzę sobie na spokojnie przed ekranem, dzielnie zwalczając w sobie chęć wysuwania klawiatury od laptopa. Ach, te pracowe nawyki ;)
A propos pracy, to od piątku rzucili mnie na zupełnie obcy dla mnie odcinek, ale, niczym ten stachanowiec, dzielnie podejmę wyzwanie i te dwa tygodnie jakoś się przemęczę. Z pewnością będzie ciekawie, no a w ostateczności jak coś nawalę, to i tak mnie raczej nie wywalą, bo nie będzie im się opłacało przyuczać nowej osoby na tych parę miesięcy ;)
Początek tygodnia - OBY!! - będzie łagodny, później to już się okaże, ale Bożego Ciała nawet mój Szef skasować nie może ;) Następny weekend zapowiada się ciekawie, bo w takiej sobocie pracującej to ja jeszcze nigdy nie brałam udziału. Ale, wezmę swoje nowe buty na dwunastocentymetrowym obcasie i będę na wszystkich patrzeć z góry, może sobie szybciej pójdą ;) Ponadto D. się zapowiedział z wizytą w O., niach niach.
Ale i tak to wszystko się chowa przed 1-2 lipca: 1.07. mamy imprezę salsową z zespołem, grającym na żywo, a 2.07. Krzyś C. zaprasza na swoją działkę na kolejną, siódmą już (!), imprezę klasową :D Nie mam pojęcia, jak moja wątroba to wytrzyma, ale ostatecznie przez całe życie o nią całkiem nieźle dbałam, więc może nie będzie tak źle ;)

Popatrzyłam dziś na stertę ciuchów, walających się po fotelu i drzwiach szafy, nawet zaczęłam je segregować, ale po paru minutach wymiękłam, padłam na kolana i po prostu się poddałam. Nie wiem, naprawdę, ktoś chyba musiałby to za mnie zrobić, bo ja kuźwa nie mam serca. Bo może jeszcze w tym będę chodziła, bo może komuś się przyda, bo może się jednak zastanowić jeszcze...? I koniec końców wywalam kilka sztuk, a cała reszta wraca do szafy. Brak mi silnej woli i konsekwencji ;)
Ale jak tak sobie patrzę na te moje pracowe zestawy ciuchowe, to mi się ciepło na sercu robi, bo naprawdę fajnie mi się udało to wszystko wybrać i połączyć. I jeszcze mi forsa na koncie została! :)

Czuję się trochę tak, jakbym żyła w pożyczonym czasie. Dobrze mi tu, gdzie jestem, wśród ludzi, których już oswoiłam i których lubię. Przykro mi będzie odchodzić, zabierać swoje korzenie i szukać innej ziemi, w której mogłabym je upchnąć. Z drugiej strony to dobrze, że mam świadomość tej tymczasowości, cokolwiek się stanie, będę na to w pewnym sensie przygotowana. I co najwyżej miło się rozczaruję. Oby. Zobaczymy.


Deszcz chyba krąży w pobliżu, ciśnienie pikuje w dół i zaraz zasnę na klawiaturze...



skomentuj (0)